O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Czytam Was
Greydragon's Foto - jitsu
Siostra
|
niedziela, 07 lutego 2010
Skurczybyk
Przedwczoraj trafiło mnie jak grom z jasnego nieba. Godzina 5 rano, otwieram oczy i czuje, że kłuje mnie w boku. Z każdą chwilą ból zaczął się nasilać. Musiałem się zwlec i zrobić tłumik w samochodzie. Jakoś poszło ale bardzo ciężko. Wróciłem do domu cały zlany zimnym potem. Nie bardzo wiedziałem co mi jest oprócz tego, że mnie skurczyło prawie cały prawy bok.Nawet nie czułem czy mnie boli wewnątrz czy na zewnątrz. Zakupiona w aptece no-spa okazała się lekiem zupełnie zbędnym. Żadnej poprawy. Odrobinę pomogła podwójna dawka ibum. Ale tylko na chwilę. Do czasu kiedy przywieźli nową lodówkę, bo musiałem się zwlec z łóżka. W końcu około godziny 14-15 wpadłem na pomysł żeby posmarować plecy maścią rozgrzewającą. Dopiero to okazało się strzałem w dziesiątkę. Uporczywy ból zniknął jak ręką odjął. Dzisiaj nie boli i mam nadzieję, że już tak pozostanie. Chociaż w nocy jeszcze musiałem wstać i się posmarować. Liczę, że już dalej nie będzie takich niespodzianek. W domu szpital. K. przyniosła z przychodni jakieś coś i teraz smarkamy. A najgorsze jest to, że nic nie wolno Jej wziąć. Stan błogosławiony rządzi się własnymi prawami.
sobota, 30 stycznia 2010
Remontownia
Zaczęło się ze trzy tygodnie temu. Orka, orka i po wtóre orka. Nie zawsze wszystko pasuje, nie wszystko sie mieści. Ściany standardowo nie są proste. Nawet nie starają się być. Dzisiaj docinałem blaty. Potem robiłem jeszcze dziury w szafce na rury od zmywarki. Na szczęście obie powyższe czynności udało się zakończyć sukcesem. I co ważniejsze nie zajęły zbyt wiele czasu. Dzisiaj rozliczyliśmy się z panią, od której wynajmowaliśmy mieszkanie. Poszło szybko i gładko. Z resztą jak zwykle. Kobieta bezproblemowa, pogodna i życzliwa. Wczoraj robiliśmy ostatnie porządki w starym mieszkaniu (co jak co burdelu nie zostawimy z szacunku dla siebie i innych), a wieczorem przerzucaliśmy ciuchy i inne bambetle w naszym nowym pokoju. Póki co żyjemy na kartonach. Systematycznie jenak staramy się porządkować teren. Może za jakiś tydzień będzie już tip-top. Bardzo bym chciał.
czwartek, 21 stycznia 2010
Mięsko
Jakiś czas temu napisałem, że wstawiłem mięsko na dojrzewanie. W niedzielę była pierwsza próba wyrobu a'la parmeńska. I muszę przyznać, że się udało. Mięsko ma skórkę twardszą ale jest soczyste. Nauka na przyszłość - zastosuje wieprzowinę zamiast wołowiny i daj więcej soli. Jak na pierwszy raz wypas.
piątek, 15 stycznia 2010
Nowa rola
Dzisiaj zacząlem układać glazurę na jednej ze ścian. W sumie poszło całkiem nieźle. Oprócz pieszczot. 2 razy mnie prądem trzepnęło. Jobami nawet nie miałem jak rzucić, bo dziadek obok stał. Kurza twarz!!! Do końca urlopu 10 dni. Mam nadzieję, że zdążę. Jutro szykuje się pracowity dzień.
czwartek, 14 stycznia 2010
Remont
Bardzo różne słowa cisną mi się na usta. Powiem tylko tak. Jestem zmęczony. Emocji nie brakuje. No bo nic tylko kolejne obsuwy w teminarzu się pojawiają. Najpierw trzeba było załatać dwie wielkie dziury w tynku - pozostałości po zalaniu pokoju przez sąsiada z góry. Potem przy malowaniu okazało się, że tapeta chłonie farbę jak szalona. Dalej wyszło, że farby za mało o 5 litrów!! Dokupiony pojemnik farby okazał się felerny, bo dziwnym zbiegiem okoliczności barwnik się zbrylił. Pani w Obi już chciała mnie zlać ciepłym moczem ale zakup odbył się pół godziny wcześniej, więc nie pozostało jej nic więcej, jak tylko zrobić wielkie oczy. Na dzień dzisiejszy remont pokoju można uznać za prawie zakończony. Jutro startuję z kuchnią. A tam a jakże same przeszkody. Już sama w sobie kuchnia jest nieustawna. Doszedł dodatkowo problem z podłączeniem zmywarki. I co za głąb wymyślił krany zlewozmywakowe wystające ze ściany? Przebłysk geniuszu pomógł mi uratować sytuację. Być może nie będę musiał wzywać hydraulika, który pewnie mi powie, że to kupa roboty z tym będzie. Dzięki, wiem to sam. Nie potrzebuje wymyślej analizy zastanej sytuacji. Kafle policzone - chyba co do sztuki - ale ręki bym za to nie dał. A urlop się kończy...
czwartek, 07 stycznia 2010
Notka zbiorcza
Ostatnio składałem życzenia świąteczne. Jakoś od tej pory nie miałem specjalnie weny do pisania. Tak sobie teraz postanowiłem, że zbiorczo odniosę się do wypadków mających miejsce od ostatniego posta. 1. Sylwester - gruba impreza. W stylu lat 20' i 30'. Pistolety, karabiny, piórka, szelki, kapelusze, prohibicja i abstynencja ( no te 2 ostatnie trwały w moim przypadku góra 5 minut). Zabawa prześwietna. Do tego jeszcze uwieczniona na kartach pamięci aparatów cyfrowych. Ubawiłem się prześwietnie. 2. Nowy Rok - przyniósł postanowienie definitywnego rzucenia palenia. Wcześniej zdarzało się puścić dymka towarzysko. Teraz liczę, że już tego nie zrobię. To chyba kwestia tego, że nie mam co zrobić z rękoma w pracy. W domu siedzę i nie czuję potrzeby zapalenia. 3. Remont - powoli będziemy zmieniać miejsce zamieszkiwania. Nowe "stare" mieszkanie trzeba przygotować na nas. Od dziadka dostaniemy 2 pokoje. W jednym plan jest taki, że stre tapety zostaną zerwane, a w ich miejsce pojawi się tapeta z włokna szklanego, która potem zostanie przemalowana. Pomysł podsunął mi kolega, który już taką ma. Jest szybsze i napewno tańsze niż cekolowanie. Na drugi ogień idzie kuchnia. Meble zamówione w BRW. Szkoda, że nie do końca takie jakie chcieliśmy ale na te wymarzone musielibyśmy czekać 2 miesiące. Jak to usłyszałem to zwaliło mnie z nóg. Do kucni czeka nas zakup kafli oraz osprzętu. Mamy zamiar kupić lodówkę, zmywarkę i nowy zlewozmywak. Model lodówki prawie już wybrany. Chcę żeby był w klasie energetycznej A++(niesie to za sobą wymierne korzyści w rachunku na prąd). Zmywarka - ja chcę 45 cm. K. chce 60 cm. Jeszcze nie wiem na co się zdecydujemy. Jutro jedziemy do dziadka robić wstępne porządki. Może uda się zedrzeć tapetę, która jest na ścianach. Dziadek nie będzie się spacjalnie wcinał w remont. Wybiera się na tydzień do Zakopca. Nie będziemy mu wadzić przynajmniej. Liczę, że uda się zrobić dużo przez ten czas. 4. Poszukiwania - szukałem dzisiaj w Galerii Bałtyckiej galerianek. Nie było. 5. Przedłużenie abonamentu na telefon komórkowy. Byłem u swojego operatora w sklepie firmowym. Niestety umowy nie podpisałem, bo oferta nie satysfakcjonowała mnie. Jakiś miesiąc temu dostałem dobrą ofertę i myślałem, że będę mógł z niej skorzystać. Okazało się, że niebardzo. Zadzwoniłem do BOK. Konsultant odpowiedział, że oferta była. Teraz potraktował mnie niezbyt przyjaźnie. W związku z tym zadałem pytanie jak przejść z powrotem na kartę. Podziękowałem za informację i się rozłączyłem. Dzwonili po jakiejś godzinie ale akurat rozmawiałem przez telefon. Zobaczymy co wykręcą tym razem. 6. Wyroby własne - kupiłem trochę schabiku wołowego. Robię szynkę a'la parmeńską. Za 2 tygodnie - jak przeżyję - opiszę co i jak :) 7. Tężyzna fizyczna - z Wrocławia zabrałem skakankę. Będę jak Rocky Balboa. No może tyle w japę jak on nie będę kasował.
środa, 30 grudnia 2009
Wery Nju Jer
Z okazji zbliżającego się końca roku 2009 i początku roku 2010 życzę wszystkim czytelniczkom i czytelnikom bloga wszystkiego naj, a nawet lepiej w 2010 roku. Wybieramy się na imprezę domową w stylu lat dwudziestych i trzydziestych. K. ma sukienkę, rękawiczki, kabaretki, buciki, przepaskę na głowę. Full wypas. Ja za to wziąłem garnitur, kapelusz, cygaro, buty z epoki, no i gangsterką klamkę. Impreza pewnie będzie gruba.
niedziela, 20 grudnia 2009
Home alone
K. opuściła mnie i pojechała sobie do Wrocławia. Ja jadę dopiero 23 z rana, bo 22 jeszcze pracuje. W domu jakoś tak inaczej się zrobiło. Ciszej. Lodówka świeci pustkami. Ja dojadam resztki, bo i tak się zmarnują jak wyjadę, więc ogołacam lodówkę dokładnie. Zostanie pewnie margaryna, chałwa, oliwki w słoiki i przyprawy. Reszta cała prawie wymieciona. Zlewozmywak suchy i czysty. Z kranu nie cieknie. Zaczynam K. podejrzewać o jakiś sabotaż. Na zewnątrz zima na całego. Jak patrzę za okno to mi się podoba. Jak wyjdę na zewnątrz to już wcale tak różowo nie jest. Zasadniczo to jest kurewsko zimno. Samochód zamarzł. Dosłownie. Szyby już zachodzą szronem od wewnątrz. Spryskiwacze zamarzły mimo dolania zimowego płynu. Mogiła. Na szczęście na drodze spokojnie. Chociaż z małymi wyjątkami. Zdjęć też ni chce się robić. Zresztą jakbym wyjął aparat to po kilku klatkach pewnie by migawka zamarzła. Już tak kiedyś miałem a nie było tak zimno jak teraz. Kilka dni oddechu wzajemnego jest dobre ale na dłuższą mete jestem za bardzo do K. przywiązany.
wtorek, 01 grudnia 2009
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||